Aktualności

Zdrowie w pakiecie z kijkami

15:05 30.06.2014

Pobudka, 6:15 rano już ubrana, kijki w rękach, opracowana nowa trasa. Cztery, pięć godzin marszu bez przerwy. I tak codziennie. Bożena Lewna z Gdyni, Członek Kasy Wybrzeże, od sześciu lat nie wyobraża sobie życia bez nordic walkingu. Dosłownie, ponieważ ten sport był jednym z elementów rehabilitacji po zawale serca. Przerodził się w pasję, którą z powodzeniem zaraża innych.

– Największe korzyści? Dla mnie to kontakt z ludźmi, sprawdzanie samego siebie oraz praca nad kondycją, no i zdrowie – ocenia Bożena Lewna. – To sport dla każdego, bez ograniczeń wiekowych, na każdą porę roku. Wystarczy połknąć bakcyla!

Wszystko zaczęło się około pięciu, sześciu lat temu, gdy po zawale serca w ramach rehabilitacji kardiologicznej, pani Bożena wyjechała do sanatorium na 27 dni. Były tam prowadzone zajęcia z kijkami, do których chętnie dołączyła, nie mając jeszcze pojęcia, o co w „tych kijkach” naprawdę chodzi.

– Instruktor prowadził nasza grupę z dużym zaangażowaniem, nic więc dziwnego, że po powrocie do domu zaczęłam myśleć o przygodzie z kijkami we własnym zakresie. Kupiłam moje pierwsze. Oczywiście złe – śmieje się pani Bożena. – Przede wszystkim za ciężkie, bo to były kije trekkingowe, a nie do nordic walkingu. Tanie, nie najlepszej jakości. Ale chodziłam i dźwigałam te kije, szczęśliwa, że zmienia się moje życie. Jak tylko połknęłam bakcyla, wszystko poszło szybko. Okazało się, że to doskonały sposób na poznawanie nowych ludzi, zawiązywanie przyjaźni, a przy okazji ogromna porcja zdrowia i dobrego samopoczucia – dodaje.
m-bozena-2
Pasją Bożeny Lewnej od sześciu lat jest nordic walking

Kijek kijkowi nie równy

A co to znaczy „dobre kijki”? Przede wszystkim trzeba wiedzieć, do czego mają służyć.

– Kijki są do nordic walkingu, i ja z takich korzystam, ale są też do trekkingu, cięższe i masywniejsze, bo to kije w góry – wyjaśnia pani Bożena. – Nie warto kupować pierwszych lepszych. Im więcej węgla, tym lepiej, bo jakość dobra. Często członkowie rodziny robią sobie taki prezent – kupują kijki i zachęcają do spaceru. Super, ale razem z tymi kijkami powinni od razu zapewnić co najmniej trzygodzinne szkolenie z instruktorem oraz dobre buty do trekkingu. Bardzo dużo ludzi chodzi źle, bo nie umie lub chodzi w złym obuwiu, co może skończyć się skręceniem lub zwichnięciem kostki. Tym samym nie korzystają oni w pełni z możliwości treningu, pracują złe grupy mięśni i utrwalane są złe nawyki –
przestrzega pani Bożena. – Najlepiej chodzić w lesie, to najlepszy teren i świeże powietrze. Dużo ludzi chodzi w mieście, bo brakuje im czasu na wyjazdy. Taki spacer z pewnością jest mniej efektywny, ale lepsze to niż nic. Na początku trzeba się porozciągać, zrobić krótką rozgrzewkę. Rozciągać się też warto już po zakończonym spacerze. Po systematycznych treningach nie czuje się już zmęczenia, nawet po trzech godzinach marszu.

Kaszubska droga

Nordic walking to już naprawdę popularny w Polsce sport. Warto lokalnie poszukać grup zajmujących się tą dyscypliną, przy Akademiach Wychowania Fizycznego, klubach bądź stowarzyszeniach. Takie kursy są często darmowe, a dalsze spacery odbywają się na zasadzie spontanicznie organizowanych grup.

– Jedną z grup, z którą mam przyjemność spacerować i brać udział w rajdach, jest Lokalna Grupa Działania Kaszubska Droga – informuje Bożena Lewna. – To prężnie działające już od 2007 roku stowarzyszenie, realizujące obecnie Lokalną Strategię Rozwoju w ramach programu LEADER.

Działalność polega na oddolnym partnerskim podejściu, które ma się przyczynić do aktywizacji społeczności wiejskich przez współpracę partnerów samorządowych, społecznych i gospodarczych do planowania i wdrażania lokalnych inicjatyw.

– To właśnie na jednym nich pobiłam swój rekord zarówno prędkości marszu (8 km/h), jak i dystansu. Zajęłam pierwsze miejsce i wygrałam profesjonalne kijki – uśmiecha się pani Bożena.

Kuracjusze: w drogę


Kolejnym ważnym wspomnieniem jest dla Bożeny Lewnej pobyt w sanatorium w Nałęczowie.

– Do sanatorium jeżdżę średnio co dwa lata w ramach kontynuacji rehabilitacji. Śmieszna sprawa – kiedyś w recepcji w Nałęczowie powiedziałam jednej pani, że jak chce, może do mnie dołączyć następnego dnia o 6:15. Rano zeszłam na dół, gotowa do marszu, ale i przekonana, że ta pani na pewno zrezygnowała. Ku mojemu zaskoczeniu czekało na mnie sześciu kuracjuszy z wypożyczonymi z ośrodka kijkami, więc wybraliśmy się na wspólny spacer. To było miłe, budujące i popychające do dalszych działań – opowiada pani Bożena.

Bożena Lewna korzysta z usług placówki Kasy Wybrzeże przy ul. Portowej 7 w Gdyni

– Od ponad 10 lat jestem niezmiennie Członkiem Kasy Wybrzeże. Podobnie jak pasji do nordic walkingu nie zamierzam zmieniać i tego przywiązania. Miałam również konto w banku, ale zrezygnowałam z tych usług. Obsługa mnie rozczarowała, gdy potrzebowałam pomocy po kradzieży karty. W Kasie Wybrzeże wszystko mi odpowiada.
m-Kasa-Wybrzeze-Oddzial-Gdynia-ul-Portowa-7
Załoga placówki przy ul. Portowej 7 w Gdyni zaprasza do korzystania z usług Kasy Wybrzeże. Od lewej: Agnieszka Konopka – kierownik placówki, Anna Dzwonkowska – opiekun finansowy i Monika Kamińska – opiekun finansowy.

Izabela Adamska

Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.